Wraz z nastaniem wakacji pozwoliłam sobie na odszukanie starych nośników danych
i poszperanie w zaległych sesjach. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się takiej ilości zdjęć! To przykre, że z większości sesji pokazuje się dwie, trzy klatki, podczas,
gdy na uwagę zasługuje zdecydowanie więcej! Stąd moje głębokie postanowienie, aby systematycznie oddawać się miłym, sesyjnym wspomnieniom poprzez obróbkę i zamieszczanie zdjęć na moim blogu.
Jednym z moich fotograficznych wspomnień jest właśnie ISLAND QUEEN - sesja wykonana na pięknej wyspie Krecie, w trakcie wakacji z Justyną, dwa lata temu. Niesamowite, ile człowiek może zobaczyć patrząc na zdjęcia z perspektywy kilku "przepstrykanych" lat. Niezwykle kształcące.
Ta sesja należy zarówno do kategorii najłatwiejszych, jak i, jednocześnie i paradoksalnie, do najtrudniejszych. Nasza fotograficzna współpraca z Justyną jest genialna, obie dokładnie wiemy, czego chcemy, nie ma żadnych nieporozumień, niemalże czytamy sobie w myślach, w związku z czym, praca z nią tamtego dnia była czystą przyjemnością. Także wspaniałe okoliczności przyrody sprawiły, że mogłyśmy wykazać się różnorodnością i kreatywnością. Natomiast, niezaprzeczalnie, naszym sprzymierzeńcem nie było słońce, a raczej powodowany przez nie upał. Długość sesji (trzy godziny) sprawiła, że pospiekałyśmy się okropnie, niezależnie od tego, że przed wyjściem zadbałyśmy o krem z filtrem. Wspomnienia "po sesji" nie są już tak przyjemne, jak sama sesja, ale efekty, moim skromnym zdaniem, były warte wysiłku.
Zapraszam na naszą piękną wyspę!















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz